Witajcie,
Drugiego września miną dwa lata od zamieszczenia pierwszego posta na moim pierwszym blogu : Mała Mi à Paris (czyli Mała Mi w Paryżu).
Post ten mówił o tym, że marzenia się spełniają. Pozwolę sobie przytoczyć jego fragment :
(...)
Już jak mała dziewczynka, marzyłam o tym by zobaczyć Wieżę Eiffela -
tak, dokładnie, tę wieżę, o której wszyscy mówią,która jest ikoną
Paryża, symbolem Francji.. - niby "tandeta", a mnie tam ciągnęło. Gdy
pierwszy raz podczas wycieczki do "miasta zakochanych" stanęłam na samej
górze wspomnianej budowli w oczach miałam łzy - łzy szczęścia, radości,
wzruszenia i satysfakcji spełnionego marzenia z dzieciństwa.
Później były kolejne wycieczki do stolicy Francji, a ja za każdym razem
miałam ciary na całym ciele widząc Żelazną Damę i ciągle kłębiła się w
głowie jedna myśl - chciałabym tu mieszkać, to miasto jest dla mnie...
Ech, może kiedyś - myślałam.
Jednak ten proces rozmyśleń i marzeń przerwały fakty - znalazłam ofertę
pracy właśnie w Paryżu, w renomowanym liceum - stwierdziłam,że kiedy,
jeśli nie teraz? " Nadszedł czas,by przeżyć swoje życie tak,jak je
sobie wyobrażałam" (cyt. z nagłówka bloga). Obiektywnie spojrzałam na to
co jest wymagane od potencjalnego kandydata i według mojej opinii
spełniałam wszystkie punkty z tej listy.
Ciach, list motywacyjny, CV, dokumenty wypisane po francusku, Poczta
Polska - kierunek Ambasada Francji w Polsce = kandydatura wysłana.
Dni mijały, tygodnie mijały, a tu nic - cicho i głucho. I nagle, ostatni
wtorek lutego - tydym - znany dźwięk z poczty internetowej - ocho,
dostałam wiadomość - o matko!- "Ambasada" napisała...
Zaproszenie na rozmowę, trzy dni później.Pojechałam. Jedno z pierwszych
zdań po wejściu do sali,w której się odbywała: "Wygląda pani lepiej niż
na załączonym zdjęciu" .... Świetnie, nieźle się zaczyna - trzeba
podkreślić fakt, że załączonym zdjęciem było wymagane zdjęcie
paszportowe...
Rozmowa przebiegła w miłej atmosferze, ale uczucia miałam mieszane. Gdy 4
dni później, we wtorek o 12.15 jedząc frytki z Starym Browarze
przeczytałam maila zaczynającego się od: " J'ai le plaisir de vous
annoncer que...." (Mam przyjemność poinformować panią,że...) oszalałam
ze szczęścia! Łzy radości, tańce pochwale - wszystko razem !
Dzisiaj już wiem,że za 2tygodnie o tej porze będę TAM. Co będę robić?
Będę pracować jako Asystent do spraw języka polskiego - prościej mówiąc -
będę uczyć Francuzów polskiego (jako obcego rzecz jasna!). Myślę,że
będzie to bardzo ciekawe doświadczenie, stąd ten blog - będę się z Wami
dzieliła moimi spostrzeżeniami, przemyśleniami. Jeśli nikogo to nie
zainteresuje - będę to robić dla siebie... ;-)
(...)
Et voilà! chciałoby się powiedzieć. Pracowałam w Paryżu, mieszkałam z Chłopakiem - marzenia spełnione... Ale mi ciągle było mało, a Paryż i Pan J. ciągle namawiał mnie abym zrobiła coś jeszcze bardziej odlotowego i podjęła jeszcze większe wyzwanie...
Dzisiaj, dwa lata po tym, jak przyjechałam do Francji aby uczyć języka polskiego, czekam na rozpoczęcie kolejnego roku szkolnego i kolejnego, jak przypuszczam, życiowego wyzwania...
Niektórzy już dokładnie wiedzą co kryje się za słowami "życiowe wyzwanie" - inni, dowiedzą się niebawem - jak tylko napiszę kolejną notatkę (a ta zapewne pojawi się już jutro - trzeba korzystać z ostatnich dni "nicnierobienia" ... ).
Miał być krótki wstęp, a wyszedł cały esej...
Jeśli macie ochotę poczytać o moich paryskich przygodach sprzed dwóch lat, zapraszam na mojego poprzedniego bloga (link znajdziecie - ku Waszemu zaskoczeniu - w linach na dole bloga).
Pozdrawiam,
Ania-Maîtresse
:)
OdpowiedzUsuńBonne chance ! Spełniaj marzenia, trzymaj się ciepło :)