Dzien dobry wieczor,
Ostatnio sie zalilam, ze nic nie robie i sie nudze.
Gorzkie zale pomogly i "dostalam" prace. Jednak zeby nie bylo zbyt latwo, kolejny raz zostalam rzucona na gleboka wode.
Zastanawiacie sie pewnie dlaczego. Zacytuje :
" Pierwszy
dzien z "moja" klasa juz za mna. Ta klasa jest wyjatkowa, inna niz
wszystkie. Wymaga duzo wysilku i pracy,ale juz wiem,ze daje duzo
satysfakcji."
Dlaczego wyjatkowa? Dlaczego inna niz wszystkie?
Wyjatkowa poniewaz :
- w klasie jest tylko osmioro uczniow;
- niektorzy maja 10, inni 7, a jeszcze inni 11 lat;
- pomimo tego,ze to jestem nauczycielem (i powinnam byc jedyna dorosla osoba w klasie), to zawsze jest minimum jeszcze jeden 'dodatkowy' dorosly, a czesto sie dzieje tak, ze jest nas czworka (przypiominam : na osmioro dzieci...);
- jeden chlopiec jest dzieckiem autystycznym;
- inny chlopiec, pomimo swojego wieku (7 lat) nadal mowi po "dzidziusiowatemu" i nie sposob go zrozumiec;
- kolejny uczen, za kazdym razem, kiedy mowie mu, zeby zaczal pracowac odpowiada 'taaaa, jasne';
- 5 z moich uczniow, minimum 5 razy w ciagu dnia przybiega do mnie, zeby sie przytulic...
Bardzo sie juz polubilismy.
Kazdy ich usmiech, kazdy ich "maly sukces" sprawia wielka radosc, ale zeby ta radosc przyszla, musze spedzic wiele godzin, zeby zrozumiec ich problemy i wiedziec, jak przygotowac lekcje, zeby byla odpowiednia dla wszystkich...
Kiedys opowiem wiecej :)
Trzymajcie sie !
Ania
Z życia /szkoły/ wzięte
czwartek, 22 września 2016
wtorek, 6 września 2016
Zle dobrego poczatki ... (?)
*Ta notka powstaje w wyniku nadmiaru czasu w pracy. Niemozliwe? A jednak.
**Francuski komputer = brak polskich literek. Przepraszam.
Dzien dobry wszystkim !
Jak pewnie zauwazyliscie ten blog sluzy mi do "gorzkich zalow" albo do opowiadania anegdotek z zycia francuskiej szkoly.
Tym razem: gorzkie zale.
Moj roczny staz zakonczylam sukcesem i zostalam nauczycielem "z tytulem".
Nie bede zaglebiac sie w szczegoly czasem i dla mnie nie do konca zrozumiale (tak, system francuskiej edukacji narodowej ma w sobie tyle udziwnien, ze chyba nawet sama Minister nie wie o co chodzi...), ALE :
1. w tym roku nie zostala mi przydzielona zadna klasa, ani nawet (poki co) szkola.
2. zostalam nominowana na stanowisko "nauczyciel - zastepca" - i tu zaczyna sie moja historia...
Funkcja nauczyciela-zastepcy jest zastepowanie nieobecnych nauczycieli na terenie CALEGO DEPARTAMENTU. To znaczy, ze we wtorek wieczorem moge sie dowiedziec, ze w srode rano mam byc w miejscu X w szkole Y w klasie Z. Niestety, moga mnie wyslac do kazdej klasy (od maluchow poprzez 6 klase podstawowki, a na klasach specjalnych konczac). Moga tez zadzwonic rano, ze za 30 min zaczynam lekcje w XYZ (wiadomo, nikt choroby nie planuje i ciezko przewidziec takie zastepstwo...).
Poki co, jestem 'bezrobotna' - siedze w jednej ze szkol (do ktorej dojazd zajmuje mi okolo 2h) w pokoju nauczycielskim i nie robie NIC. Znaczy, hmmm pisze do Was.
Ta sytuacja trwa od poczatku roku. Dla mnie do absurd i bylo nie bylo - meczace zajecie, bo 'nicnierobienie' wcale nie jest takie fajne...
Moglabym opisac wiecej systemowych wpadek, ale nie chce Was zanudzac, a tym, ktorzy doczytali do konca bardzo dziekuje :)
Pozdrawiam,
'bezrobotna' (w cudzyslowie, bo mimi wszystko placa mi !) Maîtresse
**Francuski komputer = brak polskich literek. Przepraszam.
Dzien dobry wszystkim !
Jak pewnie zauwazyliscie ten blog sluzy mi do "gorzkich zalow" albo do opowiadania anegdotek z zycia francuskiej szkoly.
Tym razem: gorzkie zale.
Moj roczny staz zakonczylam sukcesem i zostalam nauczycielem "z tytulem".
Nie bede zaglebiac sie w szczegoly czasem i dla mnie nie do konca zrozumiale (tak, system francuskiej edukacji narodowej ma w sobie tyle udziwnien, ze chyba nawet sama Minister nie wie o co chodzi...), ALE :
1. w tym roku nie zostala mi przydzielona zadna klasa, ani nawet (poki co) szkola.
2. zostalam nominowana na stanowisko "nauczyciel - zastepca" - i tu zaczyna sie moja historia...
Funkcja nauczyciela-zastepcy jest zastepowanie nieobecnych nauczycieli na terenie CALEGO DEPARTAMENTU. To znaczy, ze we wtorek wieczorem moge sie dowiedziec, ze w srode rano mam byc w miejscu X w szkole Y w klasie Z. Niestety, moga mnie wyslac do kazdej klasy (od maluchow poprzez 6 klase podstawowki, a na klasach specjalnych konczac). Moga tez zadzwonic rano, ze za 30 min zaczynam lekcje w XYZ (wiadomo, nikt choroby nie planuje i ciezko przewidziec takie zastepstwo...).
Poki co, jestem 'bezrobotna' - siedze w jednej ze szkol (do ktorej dojazd zajmuje mi okolo 2h) w pokoju nauczycielskim i nie robie NIC. Znaczy, hmmm pisze do Was.
Ta sytuacja trwa od poczatku roku. Dla mnie do absurd i bylo nie bylo - meczace zajecie, bo 'nicnierobienie' wcale nie jest takie fajne...
Moglabym opisac wiecej systemowych wpadek, ale nie chce Was zanudzac, a tym, ktorzy doczytali do konca bardzo dziekuje :)
Pozdrawiam,
'bezrobotna' (w cudzyslowie, bo mimi wszystko placa mi !) Maîtresse
poniedziałek, 16 listopada 2015
Piątek 13-tego w Paryżu ...
Witajcie po dość długiej przerwie,
Nie raz i nie dwa zbierałam się by opisać kolejne tygodnie w mojej nowej (cały czas jak dla mnie ;) pracy, ale zawsze znajdowałam jakąś wymówkę.
Tym razem ostatnie wydarzenia, zmobilizowały mnie by powiedzieć, to co ja mogłam przeżyć, zobaczyć i doświadczyć...
Każdy się ze mną zgodzi, że to co się stało w ten pechowy piątek, nigdy stać się nie powinno...
Kilka słów, na ten temat, bo pewnie jesteście ciekawi, jak to wszystko wyglądało z mojej perspektywy...
Paryż na kilka godzin przed zamachami:
To był piątek, zwykły jak każdy, nic nadzwyczajnego.
Co prawda rano pociąg był trochę opóźniony, ale nic nie zapowiadało tego nieszczęścia...
Wracając z pracy, około godziny 16.30, w "moich rejonach" (czyli w okolicy mojej szkoły), widziałam kilka policjantów i żandarmów + samochody z ciemnymi szybami - aha, pewnie kogoś namierzyli - pomyślałam i czym prędzej udałam się do metra.
Gdy dojechałam na "mój" dworzec (Paris Gare de Lyon), troszkę się przeraziłam - wszędzie była uzbrojona po zęby policja. Zatrzymali jednego gościa, ale w ich krótkofalówkach można było usłyszeć, że "podejrzani uciekli", że "trzeba ich szukać", itd.
Krew w żyłach lekko zastygła, ale stwierdziłam, że pewnie jakieś narkotyki, czy coś w tym stylu i pomaszerowałam grzecznie na swój pociąg. W międzyczasie minęłam jeszcze jedną albo dwie grupy policji - pomyślałam, że pewnie tutaj są tak "w razie czego".
Wróciłam do domu i bardzo źle się czułam. Miałam wrażenie, że jestem bardzo zestresowana, nerwowa, zła, smutna i nie wiem co jeszcze. Wszystko zwaliłam, na moich uczniów, którzy nie byli do końca grzeczni tego dnia (ale o tym może napiszę innym razem).
Stwierdziliśmy z Ukochanym, że w ramach relaksu pójdziemy do kina. Wybraliśmy seans o 22.
W okolicach godziny 23 usłyszałam wibracje mojego telefonu. Pomyślałam od razu, że nie jest to normalne, bo zazwyczaj rodzinka o tej godzinie nie dzwoni. To była Mamuśka - troszkę się przestraszyłam.
Gdy usłyszałam, że w Paryżu był zamach od razu pomyślałam "wiedziałam, że tak to się skończy".
Możecie mi wierzyć lub nie, ale ja czułam, że tego dnia stanie się coś złego... Po prostu to czułam...
Dramaturgii może dodać fakt, że bywaliśmy z naszymi znajomymi w Bacatlan i świetnie się tam bawiliśmy na cyklu imprez " '80, '90 "
....
Zatem miejsce dobrze nam znane....
Weekend minął nam dość spokojnie (wiedzieliśmy, że wszyscy nasi znajomi są cali i zdrowi, a my nie mieszkamy w samym Paryżu tylko kawałek dalej, więc nie było obaw).
Dzisiaj rano (poniedziałek, 16 listopada) musiałam (jak zazwyczaj) pojechać na uczelnię (a co za tym idzie, udać się w "te" strony - Stade de France wygląda tak jak wyglądał, nic się nie zmieniło). Powiem Wam, że to nie jest ten sam Paryż.
Ludzie są smutni, boją się. Widać strach w ich oczach. Każdy każdego obserwuje... Każdy stara się być ostrożny...
Na uczelni dowiedziałam się, że niektórzy z moich znajomych byli "dotknięci" przez te ataki (stracili bliskich)...
Wchodząc na uczelnie byłam przeszukiwana i musiałam okazać legitymację...
To wszystko tworzy wyjątkową atmosferę... Wyjątkowo dziwną atmosferę...
Smutek na twarzach i strach w oczach...
Mam nadzieję, że Paryż szybko wróci "do siebie" i nadal będzie miastem miłości...
Pozdrawiam,
Maîtresse Ania
Nie raz i nie dwa zbierałam się by opisać kolejne tygodnie w mojej nowej (cały czas jak dla mnie ;) pracy, ale zawsze znajdowałam jakąś wymówkę.
Tym razem ostatnie wydarzenia, zmobilizowały mnie by powiedzieć, to co ja mogłam przeżyć, zobaczyć i doświadczyć...
Każdy się ze mną zgodzi, że to co się stało w ten pechowy piątek, nigdy stać się nie powinno...
Kilka słów, na ten temat, bo pewnie jesteście ciekawi, jak to wszystko wyglądało z mojej perspektywy...
Paryż na kilka godzin przed zamachami:
To był piątek, zwykły jak każdy, nic nadzwyczajnego.
Co prawda rano pociąg był trochę opóźniony, ale nic nie zapowiadało tego nieszczęścia...
Wracając z pracy, około godziny 16.30, w "moich rejonach" (czyli w okolicy mojej szkoły), widziałam kilka policjantów i żandarmów + samochody z ciemnymi szybami - aha, pewnie kogoś namierzyli - pomyślałam i czym prędzej udałam się do metra.
Gdy dojechałam na "mój" dworzec (Paris Gare de Lyon), troszkę się przeraziłam - wszędzie była uzbrojona po zęby policja. Zatrzymali jednego gościa, ale w ich krótkofalówkach można było usłyszeć, że "podejrzani uciekli", że "trzeba ich szukać", itd.
Krew w żyłach lekko zastygła, ale stwierdziłam, że pewnie jakieś narkotyki, czy coś w tym stylu i pomaszerowałam grzecznie na swój pociąg. W międzyczasie minęłam jeszcze jedną albo dwie grupy policji - pomyślałam, że pewnie tutaj są tak "w razie czego".
Wróciłam do domu i bardzo źle się czułam. Miałam wrażenie, że jestem bardzo zestresowana, nerwowa, zła, smutna i nie wiem co jeszcze. Wszystko zwaliłam, na moich uczniów, którzy nie byli do końca grzeczni tego dnia (ale o tym może napiszę innym razem).
Stwierdziliśmy z Ukochanym, że w ramach relaksu pójdziemy do kina. Wybraliśmy seans o 22.
W okolicach godziny 23 usłyszałam wibracje mojego telefonu. Pomyślałam od razu, że nie jest to normalne, bo zazwyczaj rodzinka o tej godzinie nie dzwoni. To była Mamuśka - troszkę się przestraszyłam.
Gdy usłyszałam, że w Paryżu był zamach od razu pomyślałam "wiedziałam, że tak to się skończy".
Możecie mi wierzyć lub nie, ale ja czułam, że tego dnia stanie się coś złego... Po prostu to czułam...
Dramaturgii może dodać fakt, że bywaliśmy z naszymi znajomymi w Bacatlan i świetnie się tam bawiliśmy na cyklu imprez " '80, '90 "
....
Zatem miejsce dobrze nam znane....
Weekend minął nam dość spokojnie (wiedzieliśmy, że wszyscy nasi znajomi są cali i zdrowi, a my nie mieszkamy w samym Paryżu tylko kawałek dalej, więc nie było obaw).
Dzisiaj rano (poniedziałek, 16 listopada) musiałam (jak zazwyczaj) pojechać na uczelnię (a co za tym idzie, udać się w "te" strony - Stade de France wygląda tak jak wyglądał, nic się nie zmieniło). Powiem Wam, że to nie jest ten sam Paryż.
Ludzie są smutni, boją się. Widać strach w ich oczach. Każdy każdego obserwuje... Każdy stara się być ostrożny...
Na uczelni dowiedziałam się, że niektórzy z moich znajomych byli "dotknięci" przez te ataki (stracili bliskich)...
Wchodząc na uczelnie byłam przeszukiwana i musiałam okazać legitymację...
To wszystko tworzy wyjątkową atmosferę... Wyjątkowo dziwną atmosferę...
Smutek na twarzach i strach w oczach...
Mam nadzieję, że Paryż szybko wróci "do siebie" i nadal będzie miastem miłości...
Pozdrawiam,
Maîtresse Ania
poniedziałek, 5 października 2015
Światowy Dzień Nauczyciela
Witajcie,
Wiedzieliście o tym, że dzisiaj (5/10/2015) obchodzimy światowy Dzień Nauczyciela?
Wszystkim koleżankom i kolegom po fachu składam najserdeczniejsze życzenia - dużo cierpliwości i zadowolenia z wykonywanego zawodu ;-)
Przy tej okazji, francuskojęzycznych czytelników mojego bloga chciałabym zachęcić do przeczytania artykułu Top 10 des signes que tu es prof, ça ne fait pas un pli
Dla tych "niefrancuskich" mini tłumaczenie - myślę, że się Wam spodoba.
10 znaków, które mówią, że jesteś nauczycielem (chodzi tutaj głównie o nauczanie początkowe, choć nie zawsze ;-) :
1. Kupując torebkę/ torbę/ plecak, jedynym kryterium jakim się kierujesz, to to czy zmieści się do niej/niego format A4.
2. W domu, masz jedynie czerwone długopisy.
3. Chcesz interweniować, gdy widzisz na ulicy, albo na plaży rozrabiające dzieci.
4. Jeśli pijesz kawę, to tylko w kubkach z przykrywką - zamknięciem.
5. Wiesz kim jest Violetta.
6. Zwiedziłeś/łaś już 4 razy Bibliotekę Miejską, 3 razy Muzeum Sztuki Współczesnej i 6 razy Muzeum Prehistorii.
7. Przeklinasz tylko w ściśle określonych godzinach. W innym przypadku mówisz "kurczę".
8. Sprzątanie jest dla Ciebie niczym przerwa między dwoma sesjami prac domowych.
9. Sprawdzasz pogodę nie po to by wiedzieć jak się ubrać, ale po to, by poznać swój plan zajęć na następny dzień.
10. Nie wyobrażasz sobie życia bez podwieczorka o 17h.
Z 10 w/w przykładów, mogę się podpisać pod minimum połową. Wynik niezły, zważywszy na to, że pracuję od miesiąca... ;-)
Co do mojej pracy - nie wiem, czy już Wam mówiłam, ale moi uczniowie są przemili - codziennie słyszę od nich, że jestem taaaaaka ładna. Miłe to bardzo. I nawet jeśli czasem mnie denerwują i nie słuchają, to uważam, że moja klasa jest super! Któregoś dnia, myślałam, że mają mnie dosyć i mnie "nie lubią", a na drugi dzień dostałam 4 laurki, więc chyba nie jest aż tak źle... ;-)
W czwartek jest strajk. Z 13 nauczycieli w szkole, nie strajkuje tylko 3, w tym ja. Dlaczego?
Po pierwsze, bo jestem stażystką i chyba byłoby trochę głupio. Po drugie, właśnie tego dnia przychodzi do mnie na wizytę moja "opiekunka", która zarazem będzie mnie oceniać i po trzech wizytach uzna, czy mogę stać się nauczycielem mianowanym, czy też nie...
Trzymajcie kciuki ;-)
A i jeszcze jedno, najważniejsze : za dwa tygodnie mam dwa tygodnie wakacji, fajnie, nie?
Pozdrawiam,
Maîtresse Ania
Wiedzieliście o tym, że dzisiaj (5/10/2015) obchodzimy światowy Dzień Nauczyciela?
Wszystkim koleżankom i kolegom po fachu składam najserdeczniejsze życzenia - dużo cierpliwości i zadowolenia z wykonywanego zawodu ;-)
Przy tej okazji, francuskojęzycznych czytelników mojego bloga chciałabym zachęcić do przeczytania artykułu Top 10 des signes que tu es prof, ça ne fait pas un pli
Dla tych "niefrancuskich" mini tłumaczenie - myślę, że się Wam spodoba.
10 znaków, które mówią, że jesteś nauczycielem (chodzi tutaj głównie o nauczanie początkowe, choć nie zawsze ;-) :
1. Kupując torebkę/ torbę/ plecak, jedynym kryterium jakim się kierujesz, to to czy zmieści się do niej/niego format A4.
2. W domu, masz jedynie czerwone długopisy.
3. Chcesz interweniować, gdy widzisz na ulicy, albo na plaży rozrabiające dzieci.
4. Jeśli pijesz kawę, to tylko w kubkach z przykrywką - zamknięciem.
5. Wiesz kim jest Violetta.
6. Zwiedziłeś/łaś już 4 razy Bibliotekę Miejską, 3 razy Muzeum Sztuki Współczesnej i 6 razy Muzeum Prehistorii.
7. Przeklinasz tylko w ściśle określonych godzinach. W innym przypadku mówisz "kurczę".
8. Sprzątanie jest dla Ciebie niczym przerwa między dwoma sesjami prac domowych.
9. Sprawdzasz pogodę nie po to by wiedzieć jak się ubrać, ale po to, by poznać swój plan zajęć na następny dzień.
10. Nie wyobrażasz sobie życia bez podwieczorka o 17h.
Z 10 w/w przykładów, mogę się podpisać pod minimum połową. Wynik niezły, zważywszy na to, że pracuję od miesiąca... ;-)
Co do mojej pracy - nie wiem, czy już Wam mówiłam, ale moi uczniowie są przemili - codziennie słyszę od nich, że jestem taaaaaka ładna. Miłe to bardzo. I nawet jeśli czasem mnie denerwują i nie słuchają, to uważam, że moja klasa jest super! Któregoś dnia, myślałam, że mają mnie dosyć i mnie "nie lubią", a na drugi dzień dostałam 4 laurki, więc chyba nie jest aż tak źle... ;-)
W czwartek jest strajk. Z 13 nauczycieli w szkole, nie strajkuje tylko 3, w tym ja. Dlaczego?
Po pierwsze, bo jestem stażystką i chyba byłoby trochę głupio. Po drugie, właśnie tego dnia przychodzi do mnie na wizytę moja "opiekunka", która zarazem będzie mnie oceniać i po trzech wizytach uzna, czy mogę stać się nauczycielem mianowanym, czy też nie...
Trzymajcie kciuki ;-)
A i jeszcze jedno, najważniejsze : za dwa tygodnie mam dwa tygodnie wakacji, fajnie, nie?
Pozdrawiam,
Maîtresse Ania
niedziela, 20 września 2015
Pierwsza wywiadówka
Witajcie,
Powiem Wam, że jak J, słucha moich szkolnych opowieści, to mówi, że ta praca, to moje powołanie i w sumie czasem się tak czuję... ;-)
Uczniowie ciągle prześcigają się w głupstwach i głupotach, ale pomimo wszystko są wspaniali... Czasem trzeba na nich nakrzyczeć, ale nawet jeśli krzyczę, to i tak później dostaję od nich kwiatki, które zrywają z krzaków na boisku...
Zabroniłam zrywania kwiatków, w celu chronienia naszej natury... powiedziałam, że wolę rysunki, bo kwiatki i tak zwiędną, a rysunki zostaną na zawsze... ;-)
W piątek miałyśmy pierwsze zebranie z rodzicami.
Przyszło ośmioro rodziców z dwudziestu dwóch. Całkiem nieźle zaczynami, hehe.
Po zakończonym zebraniu, jeden z ojców powiedział:
"dziękuję bardzo" - miałam wrażenie, że te dwa POLSKIE słowa wydobył z wątroby, ale... moja mina była na pewno bardzo wymowna. Nie spodziewałam się usłyszeć polskich słów, na francuskim zebraniu, dla francuskich rodziców... Tym bardziej, że dziewczynka, której tata zebrał się na taki gest ma nazwisko bardziej rosyjskie, niż polskie.
Niemniej jednak było mi miło ;-) Następnym razem muszę z Nim porozmawiać i dowiedzieć się jakie są ich korzenie...
Miłego wieczoru i udanego tygodnia!
Ania Maîtresse
Powiem Wam, że jak J, słucha moich szkolnych opowieści, to mówi, że ta praca, to moje powołanie i w sumie czasem się tak czuję... ;-)
Uczniowie ciągle prześcigają się w głupstwach i głupotach, ale pomimo wszystko są wspaniali... Czasem trzeba na nich nakrzyczeć, ale nawet jeśli krzyczę, to i tak później dostaję od nich kwiatki, które zrywają z krzaków na boisku...
Zabroniłam zrywania kwiatków, w celu chronienia naszej natury... powiedziałam, że wolę rysunki, bo kwiatki i tak zwiędną, a rysunki zostaną na zawsze... ;-)
W piątek miałyśmy pierwsze zebranie z rodzicami.
Przyszło ośmioro rodziców z dwudziestu dwóch. Całkiem nieźle zaczynami, hehe.
Po zakończonym zebraniu, jeden z ojców powiedział:
"dziękuję bardzo" - miałam wrażenie, że te dwa POLSKIE słowa wydobył z wątroby, ale... moja mina była na pewno bardzo wymowna. Nie spodziewałam się usłyszeć polskich słów, na francuskim zebraniu, dla francuskich rodziców... Tym bardziej, że dziewczynka, której tata zebrał się na taki gest ma nazwisko bardziej rosyjskie, niż polskie.
Niemniej jednak było mi miło ;-) Następnym razem muszę z Nim porozmawiać i dowiedzieć się jakie są ich korzenie...
Miłego wieczoru i udanego tygodnia!
Ania Maîtresse
piątek, 11 września 2015
Pierwsze 2 tygodnie w kapsułce
Moi Drodzy,
Za mną dwa pierwsze tygodnie. Dwa tygodnie istnego szaleństwa i zmęczenia.
Zacznę od tego, że z domu wychodzę o 7 rano i wracam najwcześniej o 18... (poza środą, bo w środę lekcje są tylko do 12 ;) ). Ten tryb się zmieni, bo tylko przez pierwsze 3 tygodnie jestem codziennie w szkole. Później będę w poniedziałki i wtorki na uczelni (będę się douczać), a w czwartki, piątki i co drugą środę będę panią nauczycielką. Troszkę śmiesznie - raz z jednej raz z drugiej strony biurka ;-)
Tyle tytułem wstępu.
Te dwa tygodnie przeleciały niesłychanie szybko... - Pierwszy tydzień byłyśmy razem z drugą stażystką, a drugi już podzieliłyśmy i byłyśmy same.
Bardzo dużo się dzieje, trochę stresu, trochę nerwów, ale generalnie bardzo mi się podoba ;-)
W tym tygodniu przypadły mi trzy dni - środa, czwartek i piątek.
Dałam radę, żyję, ale zmęczona jestem całkiem mocno.
Poza tym, że zajmuję się wszystkimi powierzonymi mi przedmiotami (francuski, matematyka, geografia, fizyka i technika, angielski, wf) to jeszcze muszę ogarniać wszystkie sprawy związane z wychowawstwem (czyli np. za tydzień mam zebranie z rodzicami... - nigdy takiego nie prowadziłam i na takowym nie byłam... zobaczymy).
Jeśli chodzi o uczniów - są przesłodcy, ale połowę z nich to bym czasem rozniosła...
Kilka historii:
*Dzisiaj jeden z uczniów wyjął ze swojego plecaka słuchawkę od telefonu stacjonarnego mówiąc, że to komórka jego siostry i nie wie skąd ten telefon się wziął w jego plecaku...
*Zadaję do przepisania lekcję z tablicy, jest około 7-8 linijek. Niektórzy uczniowie kończą w 7-10 (!!) minut, a jedna uczennica nawet nie zapisała tematu...
*Podczas przerwy: "Proszę Pani! a ona wyzywa moją mamę od dziwek i mnie też...".
*Uczeń śpiewa piosenkę: "A kiedy pierdzi dziurawi sobie majtki...", zwracam mu uwagę, że nie jest to najlepsza piosenka, na co on odpowiada: "Ale proszę Pani, przyzna Pani, że trzeba mocno pierdnąć, żeby zrobić dziurę....".
*Zadanie: Dokończ A jak... B jak... etc. Najlepsze odpowiedzi: K jak Kitty, G jak Galaxy, Q jak Quick (francuski Mc).
*Dzieci, co to jest wybrzeże? Wybrzeże to jest jakiś inny kraj...
*Dzieci, co to jest granica? To coś obok stolicy...
Mogłabym tak wymieniać bez końca...
Która historia najbardziej Was urzekła?
Może kiedyś wydam książę w stylu "Humor z zeszytów"...
Pozdrawiam,
Ania Maîtresse ;-)
Za mną dwa pierwsze tygodnie. Dwa tygodnie istnego szaleństwa i zmęczenia.
Zacznę od tego, że z domu wychodzę o 7 rano i wracam najwcześniej o 18... (poza środą, bo w środę lekcje są tylko do 12 ;) ). Ten tryb się zmieni, bo tylko przez pierwsze 3 tygodnie jestem codziennie w szkole. Później będę w poniedziałki i wtorki na uczelni (będę się douczać), a w czwartki, piątki i co drugą środę będę panią nauczycielką. Troszkę śmiesznie - raz z jednej raz z drugiej strony biurka ;-)
Tyle tytułem wstępu.
Te dwa tygodnie przeleciały niesłychanie szybko... - Pierwszy tydzień byłyśmy razem z drugą stażystką, a drugi już podzieliłyśmy i byłyśmy same.
Bardzo dużo się dzieje, trochę stresu, trochę nerwów, ale generalnie bardzo mi się podoba ;-)
W tym tygodniu przypadły mi trzy dni - środa, czwartek i piątek.
Dałam radę, żyję, ale zmęczona jestem całkiem mocno.
Poza tym, że zajmuję się wszystkimi powierzonymi mi przedmiotami (francuski, matematyka, geografia, fizyka i technika, angielski, wf) to jeszcze muszę ogarniać wszystkie sprawy związane z wychowawstwem (czyli np. za tydzień mam zebranie z rodzicami... - nigdy takiego nie prowadziłam i na takowym nie byłam... zobaczymy).
Jeśli chodzi o uczniów - są przesłodcy, ale połowę z nich to bym czasem rozniosła...
Kilka historii:
*Dzisiaj jeden z uczniów wyjął ze swojego plecaka słuchawkę od telefonu stacjonarnego mówiąc, że to komórka jego siostry i nie wie skąd ten telefon się wziął w jego plecaku...
*Zadaję do przepisania lekcję z tablicy, jest około 7-8 linijek. Niektórzy uczniowie kończą w 7-10 (!!) minut, a jedna uczennica nawet nie zapisała tematu...
*Podczas przerwy: "Proszę Pani! a ona wyzywa moją mamę od dziwek i mnie też...".
*Uczeń śpiewa piosenkę: "A kiedy pierdzi dziurawi sobie majtki...", zwracam mu uwagę, że nie jest to najlepsza piosenka, na co on odpowiada: "Ale proszę Pani, przyzna Pani, że trzeba mocno pierdnąć, żeby zrobić dziurę....".
*Zadanie: Dokończ A jak... B jak... etc. Najlepsze odpowiedzi: K jak Kitty, G jak Galaxy, Q jak Quick (francuski Mc).
*Dzieci, co to jest wybrzeże? Wybrzeże to jest jakiś inny kraj...
*Dzieci, co to jest granica? To coś obok stolicy...
Mogłabym tak wymieniać bez końca...
Która historia najbardziej Was urzekła?
Może kiedyś wydam książę w stylu "Humor z zeszytów"...
Pozdrawiam,
Ania Maîtresse ;-)
środa, 2 września 2015
Proszę pani, a czy... - czyli sto pytań do...
Witajcie !
Zajrzałam tutaj tylko na chwilkę, bo obowiązki Maîtresse wciągają mnie bez reszty, ale muszę napisać kilka słów, bo byłoby mi szkoda, gdyby te wspomnienia umknęły...
Na początek - dlaczego ciągle używam słowa Maîtresse?
Maîtresse - tak nazywają mnie uczniowie. Słowo to ma wiele znaczeń, ale w tym przypadku chodzi o Panią Nauczycielkę ;-) (inne znaczenie - kochanka...).
Może kiedyś napiszę więcej na ten temat.
Ogólnie szkoła, w której pracuję jest świetna ! Nie należy do "bogatych", ale mamy najpotrzebniejsze rzeczy. Ekipa pedagogiczna jest świetna, dlatego też czas upływa nam w miłej atmosferze.
Jako laureatka konkursu CRPE (o czym pisałam w poprzednim poście) powinnam pracować pół na pół z nauczycielem/cielką, który/a jest już nauczycielem kontraktowym. Ku mojemu zaskoczeniu, dostałam do pary inną stażystkę (bardzo fajną:)!!! Razem musimy "ogarnąć" i "wychować" naszą klasę. Mamy 22 uczniów - wydają się grzeczni i dość spokojni - oby tak zostało !!!
Jedyny minus - sto pytań na sekundę.Generalnie dzieci mają dużo do powiedzenia.
Oto najlepsze pytania i spostrzeżenia:
-Maîtresse ! Czy Pani jest z Afryki? Nie? A to może z Algerii? Też nie? To na pewno z Ameryki...
-Maîtresse ! Jakim długopisem mam pisać? Niebieskim czy czarnym?
-Maîtresse! A ja?
-Maîtresse! Jest Pani śliczna!
-Maîtresse, a czy druga pani nauczycielka, to twoja siostra?
Później postaram się wrzucić kilka zdjęć, a jak będę miała dłuższą chwilę niż 3 minuty, to postaram się napisać coś bardziej spójnego.
Póki co wybaczcie - muszę przygotować lekcje na jutro ;-)
Ania-Maîtresse.
Zajrzałam tutaj tylko na chwilkę, bo obowiązki Maîtresse wciągają mnie bez reszty, ale muszę napisać kilka słów, bo byłoby mi szkoda, gdyby te wspomnienia umknęły...
Na początek - dlaczego ciągle używam słowa Maîtresse?
Maîtresse - tak nazywają mnie uczniowie. Słowo to ma wiele znaczeń, ale w tym przypadku chodzi o Panią Nauczycielkę ;-) (inne znaczenie - kochanka...).
Może kiedyś napiszę więcej na ten temat.
Ogólnie szkoła, w której pracuję jest świetna ! Nie należy do "bogatych", ale mamy najpotrzebniejsze rzeczy. Ekipa pedagogiczna jest świetna, dlatego też czas upływa nam w miłej atmosferze.
Jako laureatka konkursu CRPE (o czym pisałam w poprzednim poście) powinnam pracować pół na pół z nauczycielem/cielką, który/a jest już nauczycielem kontraktowym. Ku mojemu zaskoczeniu, dostałam do pary inną stażystkę (bardzo fajną:)!!! Razem musimy "ogarnąć" i "wychować" naszą klasę. Mamy 22 uczniów - wydają się grzeczni i dość spokojni - oby tak zostało !!!
Jedyny minus - sto pytań na sekundę.Generalnie dzieci mają dużo do powiedzenia.
Oto najlepsze pytania i spostrzeżenia:
-Maîtresse ! Czy Pani jest z Afryki? Nie? A to może z Algerii? Też nie? To na pewno z Ameryki...
-Maîtresse ! Jakim długopisem mam pisać? Niebieskim czy czarnym?
-Maîtresse! A ja?
-Maîtresse! Jest Pani śliczna!
-Maîtresse, a czy druga pani nauczycielka, to twoja siostra?
Później postaram się wrzucić kilka zdjęć, a jak będę miała dłuższą chwilę niż 3 minuty, to postaram się napisać coś bardziej spójnego.
Póki co wybaczcie - muszę przygotować lekcje na jutro ;-)
Ania-Maîtresse.
Subskrybuj:
Posty (Atom)